Zakładki:
Czytuję
Druga strona lustra
Fotografie i tekst stanowią własność autora. Kopiowanie i rozpowszechnianie ich, bez jego zgody, jest zabronione.
KSIĘGA GOŚCI
Lilypie
Skróty
|
sobota, 20 czerwca 2009
jest cudnie
Tak cichutko, z ogromną nieśmiałością, melduję, że jestem zadowolnym z życia człowiekiem. Moje życie wygląda normalnie, dla niektórych może wydawać się nudne, ale mi podoba się: jest spokojne, przewidywalne, bez zawirowań. Ciężko mi w to uwierzyć, bo przyzwyczaiłam się do czegoś innego. Za Marylą powiem tylko: "jest cudnie" :))) Temat na dziś - wiecznie głodne łabędzie w małym miasteczku:
sobota, 13 czerwca 2009
urok małych miasteczek
W małych miasteczkach wszyscy znają się od maleńkości. W małych miasteczkach sklepiki mięsne są czynne do 17-tej, a spożywczaki do 20. I nikt nie narzeka. Tak jest, bo tak ma być, bez większego zastanawiania się, że brak w okolicy dużego marketu, w którym można pomodlić się w dzień świąteczny lub do którego można zabrać rodzinę na spacer. Przez ulice nie przelewają się tłumy, nikt o nikogo się nie potyka i na nikogo nie wpada. A niedziela to niedziela. Wszyscy schludnie, czysto wyprasowani, najpierw suną do kościoła, później na obiad, a po południu na spacer lub do znajomych. Na ulicy widać na pierwszy rzut oka, że jest to dzień świąteczny, nawet w powolnym przesuwaniu się przechodniów. W małych miasteczkach ludzie wolniej żyją spokojniej, leniwiej, bez tego narzuconego sobie miastowego, szczurzego tempa. Niektórzy marzą o wybudowaniu domu gdzieś na obrzeżach miasta, najchętniej pod lasem i w okolicy jeziora. To modne ostatnio. A ja chciałabym móc mieszkać w małym miasteczku. Pochodzę z małego miasteczka, oczywiście najpiękniejszego na Warmii :) W każdym razie: nieustannie i niezmiennie jestem oczarowana klimatem małych miasteczek.
czwartek, 11 czerwca 2009
to, co ważne...
Pobłądzilam gdzieś. Zapomniałam się. Zaganiałam. To, co ważne jest, i być powinno, zepchnęłam na bok. Zupełnie nieporzebnie. I ze szkodą dla innych... Przemknęło mi mimochodem: rodzina potworów (w tle kwiatek) wykonanych z plasteliny i szyszek:
portret rodziców (to małe w środku, to siostra, którą sobie Szymon wymyślił; mama to ten ludek z żółtymi włosami, tata jest pod słoneczkiem, to brązowe to droga):
laurka dla mamy:
laurka dla taty:
kawiatki dla mamy:
próba zniszczenia garnituru zaraz po ślubie rodziców:
turniej taneczny (na zdjęciu para nr 33):
rozwijanie szymkowych zainteresowań motoryzacyjnych:
sezon truskawkowy:
Skruszona, z poprawioną hierarchią wartości... Pozdrawiam, szymkowa_mama
niedziela, 07 września 2008
plażowo, tym razem na zimno
Wróciły upały, a my wróciliśmy właśnie znad morza. Zdjęliśmy kurtki, ciepłe swetry i rozkoszujemy się słońcem na jeziorach. Też turystycznie, tylko do pracy trzeba chodzić. No i jeszcze ta nieszczęsna telenowela nie chce się kończyć.... ![]() *** ![]()
środa, 27 sierpnia 2008
telenowela
Czy Tylko ja mam wrażenie, że biorę udział w niekończącej się telenoweli, która swą nierealistyczną fabułą zaskakuje (wcale nie pozytywnie) co moment, gdzie pojawiają się czarne charaktery snujące misternie intrygi i spiski? Gdy już wydaje mi się, że wiem, co może mnie czekać, dokąd zmierzam, wydarza się COŚ, co burzy ten pogląd. I nie mam żadnej manii prześladowczej ani nieuzasadnionych lęków. Na dzień dzisiejszy jest właśnie to COŚ. Wgryźć się nie mogę... wszystko jest w zasadzie jasne, tylko trudne dla mnie do przełknięcia. Czekam na rozwój wypadków... Niedawno usłyszałam, że nie ma sensu przejmować się rzeczami, na które nie mamy wpływu. W zasadzie tak, ale co z konsekwencjami tychże rzeczy?... Chyba za dużo myślę... | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||